Kościół Katolicki w Polsce ma bardzo dobrą pozycję. Maca swoje palce we wszystkim – w mediach, w polityce etc. Dlaczego? Ponieważ ludzie, należący do KK są redaktorami, politykami, urzędnikami… I chcą dla swojego kościoła jak najlepiej. Jako, że są wychowani w tradycji katolickiej przez swoich rodziców, pewne zachowania i normy postępowania mają zakodowane już od młodości i cieżko będzie je zmienić. Również, narzucają te schematy dalej, wykorzystując swoje funkcje. Kościół ma wiele możliwości oddziaływania na ludzi, głównie poprzez nakrzyczenie z ambony, co prowadzi do zwykłego uczucia wstydu przez wiernego (bądź nie) przed innymi członkami wspólnoty – „O nie, bo dowiedzą się, że zrobiłem coś nie tak… I co powiedzą teraz o mnie sąsiedzi?”. To jest siła KK i największa jego wada – prowadząca do wstydu. Dużo ludzi wstydzi się tego typu ludzi. Sami jednak nie są zazwyczaj lepsi.
Pytam więc, czy bycie katolikiem to obciach? Szczerze mówiąc, pomimo mojej niechęci do Kościoła, klechów, jak i każdej religii zorganizowanej, nie jest to wstydem. Bycie katolikiem nie jest wstydem, ale uważanie, że wszyscy katolicy są w porządku (bądź ja sam), jest haniebne i to jest dopiero wstyd. Nie każdy katolik przestrzega dekalogu. Ba! Mało kto przestrzega i szczerze mówiąc – ja nie znam żadnego człowieka, który w 100% przestrzegał dekalogu. Ani jednego. Wstydem jest nie bycie katolikiem, a raczej uważanie się za katolika, pomimo żadnych wspólnych zależności. No bo jak nazwać kogoś katolikiem, kto chodzi co tydzień do kościoła, bo tak mamusia kazała, a dekalogiem w ogóle się nie przejmować. Hipokryzja?
Dzisiaj można zauważyć stopniowe tracenie wiary i zaufania dla KK – co bardzo mnie cieszy. Aktualnie mamy w kościele sytuację, w której co raz więcej ludzi jest na tyle świadoma i ma na tyle odwagi, by zerwać z tradycją „z pradziada na dziada” i przestać chodzić do kościoła. Co więcej, niektórzy mają na tyle odwagi by złożyć akt apostazji i zerwać wszelkie kontakty z kościołem. To się chwali. Dzięki temu w KK zostaną sami prawdziwi wyznawcy i zmieni się z religii masowej na elitarną – co powinno stać się już dawno temu, dla dobra samego kościoła. Niestety zajmie to jeszcze trochę czasu, ponieważ zarówno rodzice, szkoła (oficjalnie świecka, faktycznie jednak wpajająca na siłę religię katolicką i utrudniająca nie chodzenie na religię), jak i sami księża, wpajają młodym ludziom „wartości chrześcijańskie” i wręcz każą chodzić do kościoła co tydzień. No i co ma zrobić biedne dziecko, które ma dość ograniczone pole manewru? Nie może powiedzieć nie, bo dostanie nagane albo co gorsza, karę i podpadnie rodzicom. Lepiej z nimi nie zaczynać i pójść odbębnić tą godzinę co tydzień w kościele, popatrzeć jak jakiś facet w sukience pogada coś o miłości do bliźnich i o tym, że nie wolno kraść – jakby sam się do tego stosował. Póki KK będzie wszelkimi sposobami zatrzymywać ludzi w wspólnotach i mamić ich jakimiś kłamstwami, dopóty KK będzie trwało. Lepiej czy gorzej, ale trwać będzie.
Tylko proszę, nie mówcie mi, że to nie prawda, że to stereotypy, że są jeszcze prawdziwi katolicy – księża, którym zależy i ludzi, pełnych wiary. Owszem są, ale gdzie? Na pewno w zdecydowanej miejszości. Bo z iloma mieliście do czynienia na wszystkich spotkanych? Malutki procent, bardzo malutki…